close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • EDMUND SZELIGA

  • Pomagać ludziom – leczyć dusze i ciała. Tej misji poświęcił prawie całe swoje życie. Polski ksiądz  Edmund Szeliga, skromny i charyzmatyczny salezjanin, wybitny lekarz–samouk, uznany botanik, geolog, niestrudzony badacz, poliglota i ceniony nauczyciel jest postacią niemal renesansową.

    Urodził się w ubogiej, polskiej rodzinie na Górnym Śląsku, w Tychach 9 listopada 1911 roku. Był jednym z pięciorga rodzeństwa. Miał trzy lata gdy stracił ojca. Wybuchła I wojna światowa. Tychy znajdowały się w obrębie zaboru pruskiego. Ojciec Edmunda został zabrany do wojska i z wielkiej wojny już nigdy nie wrócił. Mały Edmund wcześnie poznał trudy życia. O matce mówił po latach, że była prawie “świętą kobietą”, przykładem przezwyciężania piętrzących się trudności.

    W rodzinnym mieście leżącym w dorzeczu Wisły, otoczonym gęstymi lasami; pozostałością Puszczy Pszczyńskiej; ukończył szkołę powszechną. Tam też rozbudziły się w nim zainteresowania przyrodnicze. Dalszą naukę kontynuował w salezjańskim gimnazjum w Oświęcimiu. Mając 12 lat usłyszał prorocze słowa od wizytującego szkołę włoskiego biskupa, który wskazując go palcem; posród grupy uczniów; powiedział: “Będziesz misjonarzem w Ameryce Południowej”. I tak też się stało. Wstąpił do salezjańskiego nowicjatu w Czerwińsku. Zakon salezjanów znany jest z wielkiego zaangażowania w pracę misyjną. Wysłano go na studia filozoficzne na Uniwersytet Jagielloński. Potem złożył podanie na misje. W Zgromadzeniu św. Franciszka Salezego losowano miejsca przyszłej pracy. W dużym, srebrnym naczyniu umieszczono karteczki z tekstem modlitwy w wielu językach. Młody Szeliga wylosował kartkę w języku keczua, którym posługuje się do dziś większość Indian w Peru.

    4 listopada 1930 roku wyruszył do swojej “ziemi obiecanej” statkiem z Genui (szlakiem łączącym oba kontynenty) i po 36 dniach postawił stopę na peruwiańskim lądzie. W małej walizce towarzyszyła mu, oprócz “Biblii”, Sienkiewiczowska “Trylogia”. Przez wiele lat czytał ją na głos, każdego dnia po kilka stron, by nie zapomnieć języka ojczystego. Trafił do siedziby zgromadzenia księży salezjanów w Cusco – prastarej stolicy Inków. W ciągu roku opanował język hiszpański i rozpoczął naukę keczuańskiego. Został nauczycielem matematyki. Minęło pięć lat. Wysłano go na wyższe studia teologiczne do Turynu we Wloszech, kolebki kongregacji (założonej przez ks. Jana Bosko w celu kształcenia i wychowania dzieci i młodzieży). Tam otrzymał wyższe święcenia kapłańskie, tuż przed wybuchem II wojny światowej, 2 lipca 1939 roku. Zdążył jeszcze w drodze powrotnej do Peru odwiedzić swoją matkę w rodzinnych Tychach i odprawić Mszę Prymicyjną. W Cusco czekało na niego stanowisko dyrektora studiów. Szybko zorientował się, że to za mało.

    Zawsze pełen zapału do pracy, a jednocześnie ciekawy świata, poznawał kraj, jego historię i kulturę, rozpoczynając od najbliższego regionu. Opuszczał miasto podczas wakacji i wyruszał w dżunglę, wzdłuż rzeki Urubamby w dziewicze lasy, daleko zostawiając nawet Machu Picchu. Któregoś dnia dotarł do wioski plemienia Pirów (w ich języku “ludzie rzeki”). Był dla nich pierwszym białym człowiekiem i przez długie lata zdobywał ich zaufanie. Wracał uporczywie, przynosił prezenty, uczył uprawiać ziemię, budować solidniejsze domy. Oni uczyli go dżungli, współżycia z siłami natury, tradycyjnych sposobów leczenia ziołami – indiańskiej medycyny i apteki, począwszy od chininy leczącej malarię. Ojciec Szeliga odnosił się z szacunkiem dla ich wiedzy, doświadczeń życiowych, zwyczajów. Wytworzyły się silne więzy. Tubylcy uznali go za brata. Łuk opanował do perfekcji. Chciał dotrzeć do ludzi czyniąc dobro, tak rozumiał główne zadanie misjonarza. Indianie pomogli mu poszerzyć wiedzę z zakresu ziołolecznictwa, rozbudzili w nim instynkt odkrywcy, badacza.  Przy okazji wykorzystał  własne zdolności językowe, ucząc się narzeczy Machiguengów, Pirów i Huachipayri. Spędził wśród nich ponad 40 lat ucząc się cennych praktyk terapeutycznych. Dotarł do innych plemion w Amazonii. Działał na rzecz ochrony przed dewastacją bogatej w lecznicze zioła dżungli. Doprowadził też do nadania kilku indiańskim plemionom dokumentów własności na ponad 120 tys. ha amazońskiej dżungli.

    Przez  całe życie  wzbogacał  swoją  wiedzę. Sprowadzał z Limy akademickie podręczniki: medyczne, chemiczne, botaniczne. Poznane rośliny oddawał do skrupulatnych badań laboratoryjnych na Uniwersytecie San Marcos w Limie, a takze za granica. Tak stało się w przypadku “kociego pazura” – świętego pnącza Inków, w keczua “vilcacora” (łacińska nazwa Uncaria tomentosa). Odkrycie właściwości  antyrakowych tego zioła oraz wielu innych sprawiło, że ks. Szeliga otrzymał przydomek “Ojca Nadziei”. Od 1965 roku ojciec Szeliga zaczął oficjalnie leczyć preparatami ziołowymi, pochodzenia andyjskiego I amazońskiego, przeróżne schorzenia, z którymi boryka się medycyna konwencjonalna. Ta działalność miała charakter czysto charytatywny. W 1983 roku udało mu się, dzięki pomocy finansowej jednego z wyleczonych pacjentów, powołać do życia w Limie Peruwiański  Instytut Fitoterapii Andyjskiej (IPIFA) prowadzący badania i leczący astmę oskrzelową, cukrzycę, choroby reumatyczne, schorzenia nerek, wirus AIDS I różne odmiany raka. Dzis statystyki IPIFA mówią o ponad 50 tys. pacjentów leczonych ambulatoryjnie.

    Postanowieniem Prezydenta RP z dnia 14 lipca 1999 roku ksiądz Edmund Szeliga odznaczony zostal Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

    Przez kilkadziesiąt lat bezinteresownie pomagał, leczył chorych z całego świata, badał i sprawdzał na sobie działanie ziół leczniczych, uczył innych. Nie lubił rozgłosu, był skromnym zakonnikiem i oddanym patriotą. Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego na terenie Polski w 1981 roku ojciec Szeliga odprawił w Limie 20 grudnia mszę za Polskę, w kościele pod wezwaniem Matki Boski Fatimskiej. Msza była transmitowana przez trzy główne stacje telewizyjne w Peru. Zmarł 3 września 2005 roku, w wieku 94 lat. Spoczywa na limeńskim cmentarzu El Angel.

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: